List od Rodziny Kowacz

Z ogromną przyjemnością publikujemy list, który otrzymaliśmy od Magdy Kowacz, a który napisany został przez jej męża. Magda i Oleg wraz z dziećmi mieszkali przez dwa lata w małym domku na terenie Domu Polskiego. W październiku 2020 wrócili do Polski.

Dziękujemy…

Moja żona żartuje, że powinniśmy być wdzięczni jej profesorowi za to, że zafundował naszym dzieciom najlepszą szkołę języka angielskiego i nam wszystkim dwuletnią wycieczkę do Stanów. Teraz, kiedy minęły już dwa lata i meczący, długi lot powrotny z Seattle do Warszawy mamy za sobą, najwyższy czas na jakieś podsumowanie.

Poza wieloma wrażeniami od tego co widzieliśmy, od nowych, egzotycznych smaków, kontrastów klimatycznych i geograficznych i spotkania z mieszanką kultur (która w USA jest rzeczywiście imponująca), najbardziej znaczącym okazał się dla nas kontakt z polską społecznością w Seattle. Dom Polski stal się, bez żadnej przesady, naszym Dużym Domem na te dwa lata. Przyszło nam nowoprzybyłym, z określonym doświadczeniem mieszkania w Polsce i innych krajach europejskich i nawet wewnątrz naszej rodziny doświadczającym zmieszania kultur, zetknąć się z całkiem nową jakością stosunków międzyludzkich. Bezinteresowne skupienie ludzi wokół wielowiekowej polskiej kultury pozwoliło stworzyć tak ważny dla nas Dom Polski w Seattle.

Dla nikogo z polskiej społeczności nie było ważne, że przyjechaliśmy na gotowy dobry kontrakt i że nie musieliśmy od razu zakasywać rękawów i chwytać się jakiejkolwiek pracy, żeby utrzymać siebie i dzieci, jak to często przychodziło robić wcześniejszym pokoleniom emigrantów. Nikt nam nie zaglądał do kieszeni. Wystarczyło, że przywieźliśmy ze sobą ten kawałeczek Polski, w której całkiem niedawno byliśmy, że nasze dzieci wyglądały i szczebiotały po polsku. Od pierwszych chwil naszego przebywania w domku, nasze drzwi dosłownie się nie zamykały i za kilka dni przyniesiono nam wszystko czego potrzebowaliśmy i nawet dużo więcej. Ludzie wciąż przychodzili i pytali czego jeszcze nam brakuje: telewizora, żelazka, mebli, pościeli?… Aha, dobrze. I wszystko to wkrótce pojawiało się w naszym domku jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! Zaczęliśmy żartować, że Ameryka to kraj spełnienia marzeń, wystarczy tylko chcieć i wykazać odrobinę cierpliwości, a wszystko się spełni i nawet nie trzeba chodzić do sklepu. I rzeczywiście był to dla nas kraj spełnienia marzeń, ale nie dzięki czarodziejskiej różdżce i czarom, a dzięki niesamowitym ludziom, którzy zmieniają zwykłą rzeczywistość w bajkę. Naprawdę byliśmy i pozostajemy pod ogromnym wrażeniem bezinteresowności i chęci pomocy polskiej społeczności.

Od pierwszego do ostatniego dnia pobytu otaczały nas życzliwość, wsparcie, empatia. Zdobyliśmy przyjaciół i mamy wielką nadzieję, że na całe życie. Nasze dzieci Kostek, Zosia i Nastka od razu miały w Seattle swój mały, przyjazny świat i nie czuły się obce na cudzej ziemi.

Szczególne podziękowania chcielibyśmy złożyć na ręce niesamowitej Asi Jeziorskiej, która wspierała (i wciąż wspiera) nas absolutnie w każdym momencie. Asia może być wybuchowa, wymagająca, czasem gderliwa i nawet szorstka. Ale uwierzcie nam, kontakt z Asią jest cenniejszy niż wysłuchanie niejednej kościelnej ewangelii. Asia sama jest jak żywa ewangelia i odpuszczenie win. Asia jest po prostu żywym człowiekiem ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami i… z prawdziwie brylantowym sercem! To dla nas wcielenie prawdziwego chrześcijanina. A dla naszych dzieci to prawdziwa Babcia, też już na całe życie.

Państwo Barbara i Marian Strutyńscy – to ludzie legendy. Jeśli pozbawić Dom Polski jednego z głównych nośnych filarów jego konstrukcji, nie ucierpiałby on tak bardzo, jak gdyby w jego historii zabrakło niezwykłych Państwa Strutyńskich. Jesteśmy pełni podziwu i szacunku i cieszymy się bardzo, że nasze dzieci mogły się zetknąć z ich postawą i przykładem życia. To wspaniała lekcja na późniejsze lata.

Dziękujemy serdecznie Iwonie Biernacki oraz wszystkim innym z Harcerstwa za to, że nas tak ciepło i bezwarunkowo przyjęli i wspierali ze zrozumieniem.

Panu Adamowi Nawrot dziękujemy za nieocenioną gotowość do niesienia „pomocy na wezwanie” w każdej nagłej czy trudnej sytuacji bądź przy transporcie mebli, reanimacji samochodu, który odmówił posłuszeństwa na drodze czy w ostatnich minutach przeprowadzki.

Dziękujemy serdecznie wszystkim Paniom z Koła Pań za wspólne sesje lepienia pierogów, na których nasze dzieci czuły się otoczone domowym ciepłem, docenione i potrzebne.

Pani Marii Grabowskiej dziękuję za możliwość sprawdzenia się w nowej roli dzielenia się z innymi naszym pięknym i niełatwym językiem.

Oczywiście wymieniliśmy tylko niewielu spośród tych, których pod swym gościnnym dachem skupia Dom Polski i którzy okazali nam wsparcie, ciepło i przyjaźń! Ale po pierwsze to Ci, z którymi udało nam się bliżej poznać, a po drugie, kiedy oślepi Cię lampa błyskowa, to przez jakiś czas nie dostrzegasz nawet jasnych świateł. Polska społeczność pełna jest takich jasnych i wartościowych ludzi. Przykro nam było spotkać się i tu z nieprzyjemnymi przejawami ludzkiej natury, ale takie momenty są nawet niezbędne w życiu, żeby jeszcze bardziej uwydatnić prawdziwe światło.

I to największe bogactwo, które przywiedliśmy z Ameryki, bogactwo, które nie podlega opodatkowaniu. I nie boimy się nim chwalić, bo takie bogactwo nie starzeje się i nie wychodzi z mody.

Dziękujemy przyjaciele z Seattle, dziękujemy Wam drodzy i bliscy POLACY!

Magdalena, Oleg, Kostek, Zosia i Nastka Kowacz

Scroll to top